Sandomierz, Kazimierz, Kozłówka,
Lublin, Zamość, Łańcut

Gotowy pomysł i plan na 4-5 dniową podróż między renesansowymi rynkami, krętymi drogami i leśnymi szlakami. Odkryj piękno wschodniej Polski – od leczniczych wód Buska-Zdroju, przez renesansowe starówki Sandomierza, Kazimierza, Lublina i Zamościa, pałace magnackie w Kozłówce i Łańcucie aż po dziką przyrodę Roztocza. Wędrówka, zabytki i kulinarne smaki – wszystko w jednym planie podróży.

Południowo-wschodnia Polska to region, który zachwyca różnorodnością krajobrazów i bogactwem historii. W ciągu kilku dni przejechałem trasę, która być może stanie się inspiracją również dla Ciebie.

Najpiękniejsze oblicze tej części kraju. zebrałem w krótki przewodnik z podpowiedziami co zobaczyć, gdzie się zatrzymać na nocleg i posiłki oraz ile dni przeznaczyć na podróż. 

Południowo – wschodnia Polska ile dni zaplanować?

To pytanie typu: „tygodniowe, czy trzy tygodniowe wakacje – co lepsze?” – każdą podroż można dopasować do siebie. Lubisz zabytki lub dłuższe spacery po parkach, wąwozach, zostań dłużej w wybranym miejscu. Wpadasz okazyjnie w tą część Polski i masz tydzień, może dwa? Jedź dalej w Bieszczady, Beskidy, Gorce, lub Pieniny.

Tu opisuję pomysł na podróż, która możesz zrealizować np. w dłuższy weekend. Ja miałem umówione kilka konsultacji biznesowych w tej części kraju dlatego opis rozpoczynam od obiadu w Busku Zdrój, ale Ty możesz zacząć od Sandomierza  lub Krakowa.

Proponowana trasa:

Dzień 1 – Busko Zdrój – Sandomierz.

Dzień 2 – Sandomierz – Krzysztopór (Ujazd) – Opatów – Janowiec – Puławy – Kazimierz Dolny

Dzień 3 – Kazimierz – Nałęczów – Pałac Czartoryskich w Kozłówce – Lublin

Dzień 4 Lublin – Zamość

Dzień 5 Zamość – Szczebrzeszyn – Zwierzyniec – Łańcut

Dzień … – dalej w Beskidy lub Bieszczady (osobny wpis)

10 zł - dzięki za kawę
30 zł - dzięki za obiad w trasie
50 zł - na paliwo do kolejnej relacji
Własna kwota - wspieram rozwój projektu

Busko – Zdrój – Sandomierz

Busko-Zdrój, jedno z najważniejszych uzdrowisk w Polsce. Małe miasto wypełnione hotelami ze SPA, sanatoriami i kuracjuszami. Tutaj najczęściej nocuję w Bristol Hotel & Spa (10/10) lub Lawendowym Dworze (7/10). Podróż zaczęliśmy od obiadu w Bristolu ponieważ znajduje się przy głównym deptaku.

Spacer po Parku Zdrojowym. To miejsce idealnie nadaje się na relaksujący początek podróży – szerokie aleje, zadbane zieleńce i charakterystyczna atmosfera uzdrowiskowego spokoju.

Główną atrakcją parku jest tężnia solankowa – imponująca konstrukcja z czarnej tarny, przez którą przepływa solanka. Spacer obok tężni to nie tylko przyjemność dla oczu, ale także korzyść zdrowotna – powietrze nasycone jest mikroelementami, które korzystnie wpływają na drogi oddechowe.

Sandomierz – miasto które zatrzymało czas

Po południu trasa do Sandomierza, jednego z najpiękniej zachowanych średniowiecznych miast w Polsce. Wieczorne zwiedzanie ma swój szczególny urok – gdy zapadają pierwsze cienie, miasto zyskuje magiczną atmosferę.

Rynek w Sandomierzu to prawdziwa perła architektury. Renesansowy ratusz góruje nad kolorowymi kamienicami, które wyglądają jak wyjęte z bajki. Szczególnie urzekające jest Ucho Igielne – wąska uliczka między kamienicami, która prowadzi do jednej z najpiękniejszych panoram w Polsce.

Panorama na Wisłę z sandomierskich wzgórz to widok, który zapiera dech w piersiach. Rzeka leniwie płynie w dole, a po drugiej stronie rozciągają się nieskończone pola i lasy. To jeden z tych momentów, gdy rozumiesz, dlaczego Sandomierz nazywany jest „perłą Wisły”.

Nocleg – jedzonko: W Sandomierzu jest szeroka baza noclegowa i restauracyjna. Ale ponieważ często jestem pytany o to gdzie się zatrzymać to polecam miejsca, do których sam bym wrócił z moją subiektywną oceną dla 8 i wyżej chętnie wróciłbym i powtórzyłbym.

Nocleg – Hotel Sarmata – tuż przy bramie opatowskiej z bezpłatnym parkingiem (8/10)

Jedzenie – „2 okna” (8/10) i „Zapiekanki Sandomierskie” (10/10)  przy rynku oraz „Widnokrąg” (9/10) przy Bramie Opatowskiej, a na deser… „Sandomierska Manufaktura Lodów” (10/10).

Dzień 2: Zamki, ruiny i nadwiślańskie klimaty

Sandomierski poranek pod ziemią

Drugi dzień można rozpocząć od Podziemnej Trasy Turystycznej. To fascynująca podróż przez średniowieczne piwnice handlowe, które przez wieki służyły jako magazyny dla kupców. Temperatura pod ziemią jest stała przez cały rok, więc to doskonała opcja niezależnie od pogody. 40 minut i 570 metrów spaceru.

Po wyjściu na powierzchnię udałem się do Wąwozu Królowej Jadwigi – jednego z najpiękniejszych lessowych wąwozów w Polsce. To miejsce ma niepowtarzalny klimat – wysokie ściany lessowe tworzą naturalny korytarz, a spacer wąwozem to prawdziwa przygoda geologiczna.

Jeśli lubisz historię i kryminały to poza „Ojcem Mateuszem” warto sięgnąć po książki Michała Śmielaka: „Miasto mgieł” i „Miasto burz” – ich akcja dzieje się właśnie w Sandomierzu i przeplata z jego historią.

Szlak zamków i malowniczych miasteczek

Trasa z Sandomierza do Kazimierza Dolnego to podróż przez historię. Zamek Krzyżtopór w Ujeździe to jedna z najbardziej imponujących ruin w Polsce. Ten barokowy zamek, zwany „polskim Wersalem”, nawet w ruinie zachwyca swoimi rozmiarami i bogactwem detali architektonicznych. Warto objechać go dookoła i kliknąć kilka fotek.

Opatów to kolejna perła na mapie – mała miejscowość z wielką historią. Brama Warszawska i klimatyczny rynek przypominają o dawnej świetności tego miejsca. To idealny punkt na krótki postój i kawę w jednej z lokalnych kawiarni. 

* każde miasto na trasie ma własne krówki, ale te opatowskie podobno najsmaczniejsze!

Ruiny zamku w Janowcu to miejsce, gdzie historia miesza się z legendą. Fragmenty murów górują nad Wisłą, a z wzgórza zamkowego roztacza się przepiękny widok na okolicę.

Punkt widokowy w Manes przy parku zamkowym (10/10)

Idąc spacerem wzdłuż urwiska ok. 500m dochodzi się (lub dojeżdża) do tarasu widokowego, a przy nim (nieoznaczona na mapach google) strefa relaksu i lokalnych ziół MANES – to nasze odkrycie tej trasy!

Z Janowca można przeprawić się promem do Kazimierza (niski stan Wisły uziemił prom podczas naszej wyprawy) lub jechać przez Puławy, w których na pasjonatów pałacowych ogrodów czeka muzeum i park Czartoryskich. 

Kazimierz Dolny – korona podróży (?)

Wieczór w Kazimierzu to czas na spacery po rynku i kolację w jednej z restauracji z widokiem na Wisłę. Miasto ma niepowtarzalny klimat – renesansowe kamienice, wąskie uliczki i artystyczna atmosfera tworzą miejsce wyjątkowe na mapie Polski. Nas zaskoczyło pomieszanie starych kamieniczek i post-komunistycznych straszydeł. Miasteczko raczej na jeden dzień niż dłuższy pobyt. Kolacja w stylu marokańskim w Hamsa Resto (6/10). Mapki Kazimierza nie umieszczam bo w 30 minut można przedreptać całe miasto. Do Wąwozu „Korzeniowy Dwór” najlepiej podjechać na parking i spacer zacząć od parkingu.

Nocowaliśmy w hoteliku 2 księżyce (6/10) – fajna lokalizacja, pyszne śniadanie ale pokoik 10m2 katastrofa.

Dzień 3: z Kazimierza przez Nałęczów do Kozłówki i Lublina

Poranek zacząłem od spaceru nad wałami Wisłą i wejściem na Górę Trzech Krzyży – to obowiązkowy punkt programu w Kazimierzu. Wspinaczka na szczyt to niewielki wysiłek, który zostaje wynagrodzony spektakularnym widokiem na dolinę Wisły. Na szczycie niespodzianka… opłata 6 zł za osobę. 

Ruiny zamku i baszta to pozostałości po średniowiecznej twierdzy, które dodają miastu historycznego charakteru.

Wąwóz Korzeniowy Dół to z kolei naturalna atrakcja – lessowy wąwóz porośnięty bujną roślinnością, który jest doskonałym miejscem na spokojny spacer z dala od miejskiego zgiełku.

Subiektywnie oceniając Kazimierz Dolny to największe nasze rozczarowanie na trasie – może przez olbrzymie oczekiwania. Mini miasteczko oplakatowane reklamami, rynek zastawiony bazarowymi i restauracyjnymi namiotami. Idealne na 1, maks 2 noclegi, ale dla mnie na pewno nie na dłuższy pobyt.

Wyjazd z Kazimierza Dolnego

Żegnamy Kazimierz Dolny i wyruszamy w kierunku Nałęczowa. Droga wiedzie przez malownicze lubelskie wsie – wszędzie pełno zieleni, spokoju i tego szczególnego klimatu, który sprawia, że chce się zatrzymać przy każdym gospodarstwie i kupić miód prosto od pszczelarza.

Nałęczów – słynne uzdrowisko wita nas szeroką aleją prowadzącą do centrum. To tutaj kiedyś leczyli się artyści, pisarze i arystokraci. Dziś możemy poczuć echo tamtych czasów, spacerując alejkami parkowymi między sanatoryjnymi budynkami.

Warto zajrzeć do Muzeum Bolesława Prusa – pisarz spędził tutaj ostatnie lata życia, a ekspozycja pokazuje nie tylko jego twórczość, ale i cały klimat uzdrowiskowego życia na przełomie wieków. Park zdrojowy zachwyca alejkami, altankami i tym szczególnym spokojem, który sprawia, że nawet w pośpiechu zwalniamy kroku.

Pałac Zamoyskich w Kozłówce – to była najbardziej spektakularna część dnia. Pałac Zamoyskich to prawdziwa perła – nie tylko ze względu na architekturę, ale przede wszystkim na wnętrza. Każda sala to osobny świat: sala balowa z lustrzanymi ścianami, biblioteka z tysiącami książek, gabinet myśliwski pełen trofeów i broni.

Ale prawdziwym zaskoczeniem okazał się ogród. Geometryczne parterowy francuskie przeplatają się z angielskimi zakątkami, a całość dopełniają rzeźby i fontanny. Wiosną musi być tutaj bajkowo – wszędzie widać przygotowania natury do wielkiego show. Spacer alejkami między różami to czysta poezja. TIP – we wtorki zwiedzanie z przewodnikiem bezpłatnie – miła. niespodzianka. (10/10)

Galeria Sztuki Socrealizmu w części pałacu to zupełnie inna historia – fascynująca podróż w czasie do epoki, gdy sztuka miała służyć ideologii. Kontrowersyjne? Może. Ale na pewno nie da się przejść obojętnie.

Droga do Lublina – 0statni odcinek podróży wiedzie przez lubelską countryside – pola, lasy, małe miasteczka. Krajobraz powoli zmienia się z wiejskiego na miejski, gdy zbliżamy się do stolicy Lubelszczyzny.

Popołudnie i wieczór : Stare Miasto Lublina – wejście przez Bramę Krakowską to jak podróż w czasie. Ten gotycki symbol miasta prowadzi nas prosto do serca starego Lublina. Ulica Bramowa tętni życiem – kawiarnie, skliki, turyści mieszają się z mieszkańcami wracającymi z pracy.

Krakowskie Przedmieście – główna arteria Lublina – Krakowskie Przedmieście. To tutaj tętni życie miasta: studenci z UMCS, artyści, turyści i mieszkańcy mieszają się w kolorowym tłumie.

Kawa w Kawiarni Czarcia Łapa – nazwa nie przypadkowa, bo według legendy to właśnie tutaj diabeł zostawił odcisk swojej łapy w kamieniu. Dziś kamień można zobaczyć, a kawę i ciasto skosztować w klimatycznym wnętrzu.

Rynek z ratuszem to klasyka – ale jaka! Kamienice w różnych stylach, od gotyku po secesję, tworzą niepowtarzalną mozaikę. Plac po Farze oferuje nie tylko historię (ruiny średniowiecznego kościoła), ale i najlepszy punkt widokowy na miasto. Stąd widać całą starówkę jak na dłoni.

Ulica Grodzka to prawdziwy lubelski klimat – wąska, kręta, pełna galerii, antykwariatów i małych restauracyjek. To tutaj czuje się ducha tego miasta najsilniej.

Kolacja w Mandragorze (8/10)– restauracja z kuchnią żydowską, która przywraca pamięć o wielokulturowym Lublinie. Żydowski Lublin to była kiedyś połowa miasta, więc smakowanie challah, gefiltych ryb czy babki ziemniaczanej to nie tylko kulinarna podróż, ale i lekcja historii. Wnętrze stylizowane na przedwojenną żydowską kamienicę dopełnia klimatu.

Wieczorny spacer – wieczorny Lublin to zupełnie inne miasto. Oświetlona starówka zyskuje magiczny klimat, a ulica Grodzka zapełnia się młodymi ludźmi szukającymi dobrej zabawy. Małe puby, winiarnie, kawiarnie – każdy znajdzie coś dla siebie. Nocleg udało nam się złapać w hotelu Grodzka 20 – idealna miejscówka! (9/10)

10 zł - dzięki za kawę
30 zł - dzięki za obiad w trasie
50 zł - na paliwo do kolejnej relacji
Własna kwota - wspieram rozwój projektu

Dzień 4: Poranek w Lublinie i do Zamościa

Poranek w Lublinie zaczynamy od Zamku Lubelskiego (10/10), w którym prawdziwą perłą okazała się Kaplica Trójcy Świętej (10/10). To bezwzględnie obowiązkowy punkt programu – gotycka architektura z bizantyńskimi freskami to połączenie, którego nie znajdziesz nigdzie indziej w Europie. Te średniowieczne malowidła opowiadają historie świętych w kolorach, które mimo setek lat wciąż robią wrażenie.

Kocham podróżowanie po Polsce i zwiedzanie na początku września ponieważ nie ma tłumów, pogoda jest idealna, a wiele miejsc oferuje bezpłatne wejścia.

Wieża Trynitarska – kilkadziesiąt stopni w górę i masz cały Lublin u swoich stóp. Z Wieży Trynitarskiej (8/10) widać nie tylko starówkę, ale i nowoczesne dzielnice, zieleniec parków i meandrującą w oddali Wisłę. Warto wydać 20 złotych za bilet – widoki bezcenne, a na górze kod QR z aplikacją VR, która nad budynkami wyświetla ich opisy. 

Archikatedra to barokowy majesterek z iluzjonistyczną polichromią, która sprawia, że sufity wydają się sięgać nieba. Gra świateł i cieni, złocenia i pastele – to prawdziwa uczta dla oczu.

Opcjonalnie można zafundować sobie zwiedzanie lubelskich podziemi pod rynkiem.

Po kawie ruszamy do Zamościa.