

Dla tych, którzy wiedzą, że Alpy to nie wszystko.
Prawie 2 000 km przez trzy kraje, gdzie każda przełęcz ma swoją osobowość. 7 dni, które zmienią twoje pojęcie o tym, czym są prawdziwe serpentyny. Od katalońskich klasztorów przez francuskie Col Tourmalet, gdzie rowerzyści Tour de France plują krwią, aż po mikropaństwo Andorę ukryte w chmurach – to jest wycieczka, o której będziesz opowiadać przy każdym spotkaniu..
Zanim wsiądziesz na motocykl czy do samochodu, załatw dwie rzeczy online – inaczej stracisz mnóstwo czasu i nerwów:
Miej przy sobie gotówkę (korony norweskie) i kartę płatniczą. Większość stacji benzynowych to automaty, a nie wszystkie akceptują karty spoza systemu norweskiego.
Sezon na górskie drogi to czerwiec-wrzesień. Wcześniej czy później – śnieg blokuje przełęcze. Sprawdzaj na bieżąco status dróg na vegvesen.no.
Pogoda: piękna i nieprzewidywalna
Pogoda w Norwegii to loteria. Fronty atmosferyczne znad Atlantyku rozbijające się o wysokie góry sprawiają, że prawie każdego dnia pada. W Trondheim i na wybrzeżu temperatura oscylowała między 12-18°C, w górach bywało 5-8°C, nawet przy śniegu. Słońce, deszcz, wiatr – wszystko w ciągu jednego dnia. Przez pół wycieczki jechaliśmy w ulewnym deszczu.Druga połowa? Słońce, błękitne niebo i widoki z pocztówek.
Co ze sobą zabrać?
Dobrą, nieprzemakalną kurtkę. Warstwy ubrań (termoaktywna + polar + kurtka). Rękawice zimowe i letnie, najlepiej też komplet na zmianę. Okulary przeciwsłoneczne – nawet w pochmurny dzień światło odbijające się od fiordów potrafić oślepić.
Moją podróż zrealizowałem wspólnie z mototravels.pl –
Przetransportowali motocykle z Polski, zorganizowali całą wyprawę, a ja tylko doleciałem i komfortowo się z nimi przejechałem. To dlatego podróż zaczynam opisywać od Trondheim.
Co Ty możesz wybrać? Możesz jechać na kołach. Wtedy trasę sobie ułóż z poniższych map – pewnie zaczniesz od południa.
Ale szczerze? Najlepiej podłącz się do ekipy MotoTravels – spędzisz fajnie czas i bezpiecznie. Poznasz genialnych ludzi i przeżyjesz niezapomnianą przygodę.
Poranek w Trondheim zaczyna się powoli. Kawa, śniadanie, sprawdzenie prognozy – przelotne deszcze. Nic nowego w Norwegii. O 9:00 ruszasz na południe, a już po pierwszym zakręcie wiesz, że to będzie wyjątkowy dzień.
Przez pierwsze godziny jazdy krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie: zielone doliny, fiordy migające w oddali, górskie ściany wyłaniające się zza chmur. Asfalt gładki, zakręty łagodne, motocykl sam prosi o więcej gazu.
W połowie drogi stop na lunch w Bjartmars Favorittkro – mała, rodzinna knajpka, gdzie serwują świeżą rybę z okolicznych wód. Norwegia naprawdę smakuje najlepiej nad talerzem pełnym lokalnych przysmaków.
Po obiedzie zaczyna się prawdziwa uczta: Atlanterhavsvegen – Droga Atlantycka. Osiem mostów wyrastających z morza, ostre zakręty, wiatr, który potrafi przesunąć motocykl o pół metra, zapach soli i wolności. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych dróg świata – widzisz ją w reklamach samochodów, na pocztówkach, w filmach. A teraz jedziesz nią Ty.
Każdy mostek to powód do zatrzymania. Zdjęcie, spojrzenie w dal, głęboki oddech. Gdy morze jest spokojne – magia. Gdy sztormuje – spektakl natury, którego nie można przegapić.
Wieczór: Trollstigen Resort. Zamiast standardowej kolacji – ognisko. Siedzenie wokół płomieni, ciepło ognia, rozmowy o dniu. Norwegia właśnie pokazała swoją pocztówkową stronę. A jutro ma być jeszcze lepiej.
💡 Ciekawostka:
Droga Atlantycka to zaledwie 8,3 km, ale jej budowa trwała 6 lat i kosztowała 122 miliony koron. Burze niszczą mostki niemal co roku – w 2015 fale sięgały 15 metrów wysokości i zalały całą drogę. Mimo to uznano ją za „norweską budowlę stulecia”.
Budzisz się z podnieceniem – dzisiaj Droga Trolli. Jedenaście ostrych zakrętów typu hairpin, nachylenie 10%, 850 metrów różnic wysokości. To trasa legendarna, mekka motocyklistów z całej Europy.
Już po kilku kilometrach droga zaczyna piąć się w górę. Pierwszy zakręt, drugi, trzeci… serpentyny wspinają się po skalnym zboczu jak srebrna wstęga. Z każdym metrem widok staje się bardziej dramatyczny: szumiące wodospady spadające ze ścian, mgła unosząca się nad doliną, ośnieżone szczyty w tle.
Na górze platforma widokowa Trollstigen – możesz spojrzeć w dół i zobaczyć całą drogę, którą przed chwilą pokonałeś. Kręci się w głowie? Normalka. Sklep z pamiątkami i kawa – to też standard.
Zjeżdżając, zatrzymujesz się w Gudbrandsjuvet Café – kafejka przy wodospadzie, gdzie szum wody zagłusza rozmowy. Powietrze pachnie wilgocią i lasem, a świeże norweskie ciasto uzupełnia energię.
Dalej prowadzi Cię tzw. Złoty Szlak – pętla przez Geirangerfjord, klejnot w koronie norweskich krajobrazów. Tutaj zdobywasz trzy widoki, które zapierają dech w piersiach:
1. Dalsnibba (1476 m n.p.m.) – najwyższy punkt widokowy w Europie dostępny dla pojazdów. Droga płatna (180 NOK motocykl, 360 NOK samochód), ale warto. Panorama całego Geirangerfjordu, gór i śniegu nawet w sierpniu.
2. Flydalsjuvet – platforma widokowa z charakterystyczną skałą wystającą nad przepaścią. Idealne miejsce na zdjęcie z fjordem i statkami wycieczkowymi w tle.
3. Ørnesvingen („Droga Orłów”, 620 m n.p.m.) – zakręty i platforma z widokiem na fjord z góry. Widzisz wodospad Siedem Sióstr i miasteczko Geiranger w dole. Gdy promy wpływają do fiordu, wyglądają jak zabawki.
Wieczór: Kolacja w hotelu w Skei, długa rozmowa o tym, co zobaczyliście. Wszyscy zgodni – to był najlepszy dzień.
💡 Ciekawostka:
Geirangerfjord jest wpisany na listę UNESCO i uważany za jeden z najpiękniejszych fiordów świata. Wodospad Siedem Sióstr według legendy powstał, gdy siedem sióstr roztańczyło się na zboczu góry, a ich matka w rozpaczy zamieniła je w wodospady. Po drugiej stronie fiordu widać samotny wodospad Friaren („Zalotnik”), który według podań wciąż stara się o względy jednej z sióstr.
🗺️ Trasa Google Maps | Trasa Calimoto
Rano budzisz się w Skei i słyszysz deszcz. Ulewny deszcz. Norwegia pokazuje swoje prawdziwe oblicze – jeśli miałeś dwa słoneczne dni, trzeci będzie mokry. Zawsze.
Mimo wszystko pakujesz się i ruszasz. Pogoda zmusiła Was do zmiany trasy – zamiast przez punkt widokowy Utsikten(ponad 700 m n.p.m., widok na doliny i fiordy), jedziesz prostszą drogą. Przy takiej mgle i tak niczego byś nie zobaczył.
Ale nawet w deszczu Norwegia ma swój urok. Woda lśni na asfalcie, wodospady zmieniają się w potężne kaskady, doliny tną mgły jak żywe organizmy. W Siderhuset Ola K zatrzymujesz się na lunch – świeże jedzenie, pyszny chleb, lokalny cydr. Nad taflą wody, nawet w deszczu, wszystko smakuje lepiej.
Popołudnie: przełęcz Røldalsfjellet. To tutaj krajobraz staje się surowy, niemal księżycowy. Brak domów, brak ludzi – tylko góry, kamienie i wiatr. Zakręty pozwalają złapać rytm, a cisza między szczytami działa hipnotyzująco.
Wieczór: Hotel w Røldal. Gorący prysznic, ciepła kolacja. Jutro ma być lepiej – mówią. Sprawdzasz prognozę. Deszcz. Oczywiście deszcz.
💡 Ciekawostka:
Røldal to miasteczko z XII-wiecznym kościołem drewnianym (stavkirke), w którym wisiał krucyfiks słynący z cudownych właściwości – łzy na twarzy Chrystusa miały leczyć chorych. Do dziś pielgrzymi odwiedzają to miejsce. W okolicy znajduje się też narciarski ośrodek Røldal – miejsce z najdłuższym sezonem narciarskim w Norwegii (śnieg leży tu do czerwca!).
Dzień zaczyna się wcześnie. Śniadanie o 7:30, spakowanie mokrych rzeczy i w drogę. Czeka Ryfylkeveien – trasa widokowa przez góry, jeziora, wąskie fiordy. To jedna z 18 oficjalnych tras turystycznych Norwegii.
W planach mieliście dotrzeć do Preikestolen BaseCamp i ruszyć pieszo na słynną skałę Preikestolen (Pulpit Rock) – skalną półkę 604 metry nad Lysefjordem. Szlak nie jest ekstremalny, ale wymaga kondycji: ponad 500 metrów przewyższenia, kamienne stopnie układane przez nepalskich Szerpów, płaskie odcinki po skałach. Po dwóch godzinach wychodzisz z lasu i nagle jesteś na krawędzi – 604 metry pionowej przepaści, błękitna woda w dole, cisza przerywana tylko echem rozmów i świstem wiatru.
Ale… pogoda kolejny raz spłatała Wam figla. Ulewa od samego rana sprawiła, że odpuściliście Preikestolen. Mokrymi, śliskimi kamieniami nie da się bezpiecznie wejść. Jedziesz prosto do Stavanger przez Ryfast – najdłuższy i najgłębszy tunel drogowy świata (14,3 km, 292 metry pod poziomem morza). Zupełne przeciwieństwo dzikiej natury.
Wieczór: Stavanger. Przechadzka po Fargegaten – kolorowej uliczce, która wygląda jak wylana wiadrami farby w każdym możliwym odcieniu. Kolacja w Skagen Fiskerestaurant – świeże ryby, widok na port. Patrząc na mapę wiesz, że jutro – Lysebotn – będzie kolejną ucztą dla motocyklisty.
💡 Ciekawostka:
Preikestolen to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Norwegii – odwiedza go rocznie 300 000 turystów. Płaska skała o wymiarach 25×25 metrów zawisa nad przepaścią bez żadnych barierek. Mimo tego nigdy nie doszło do poważnego wypadku (poza jednym samobójstwem w 2013). Geolodzy twierdzą, że skała kiedyś oderwie się od zbocza – ale może to potrwać jeszcze tysiące lat.