NORWEGIA - PRZEZ FJORDY I DROGII MARZEŃ

Dla tych, którzy wiedzą, że Alpy to nie wszystko.

Prawie 2 000 km przez trzy kraje, gdzie każda przełęcz ma swoją osobowość. 7 dni, które zmienią twoje pojęcie o tym, czym są prawdziwe serpentyny. Od katalońskich klasztorów przez francuskie Col Tourmalet, gdzie rowerzyści Tour de France plują krwią, aż po mikropaństwo Andorę ukryte w chmurach – to jest wycieczka, o której będziesz opowiadać przy każdym spotkaniu..

Przygotowanie do podróży

Zanim wsiądziesz na motocykl czy do samochodu, załatw dwie rzeczy online – inaczej stracisz mnóstwo czasu i nerwów:

  1. Autostrady i tunele – załóż konto na passpay.no i dodaj pojazd + kartę. Większość norweskich tuneli to bramki automatyczne bez obsługi. Zapłacisz parę stówek, ale nie dostaniesz mandatu za 500 euro.
  2. Promy – zarejestruj się na ferrypay.no i ustaw kraj rejestracji pojazdu. Promy w Norwegii działają jak autobusy – wpływasz, wypływasz, a rachunek ląduje automatycznie na karcie.

Miej przy sobie gotówkę (korony norweskie) i kartę płatniczą. Większość stacji benzynowych to automaty, a nie wszystkie akceptują karty spoza systemu norweskiego.

Sezon na górskie drogi to czerwiec-wrzesień. Wcześniej czy później – śnieg blokuje przełęcze. Sprawdzaj na bieżąco status dróg na vegvesen.no.

Pogoda: piękna i nieprzewidywalna

Pogoda w Norwegii to loteria. Fronty atmosferyczne znad Atlantyku rozbijające się o wysokie góry sprawiają, że prawie każdego dnia pada. W Trondheim i na wybrzeżu temperatura oscylowała między 12-18°C, w górach bywało 5-8°C, nawet przy śniegu. Słońce, deszcz, wiatr – wszystko w ciągu jednego dnia. Przez pół wycieczki jechaliśmy w ulewnym deszczu.Druga połowa? Słońce, błękitne niebo i widoki z pocztówek.

Co ze sobą zabrać?
Dobrą, nieprzemakalną kurtkę. Warstwy ubrań (termoaktywna + polar + kurtka). Rękawice zimowe i letnie, najlepiej też komplet na zmianę. Okulary przeciwsłoneczne – nawet w pochmurny dzień światło odbijające się od fiordów potrafić oślepić.

Jaką trasę po Norwegii opisuję?

Moją podróż zrealizowałem wspólnie z mototravels.pl

Przetransportowali motocykle z Polski, zorganizowali całą wyprawę, a ja tylko doleciałem i komfortowo się z nimi przejechałem. To dlatego podróż zaczynam opisywać od Trondheim. 

Co Ty możesz wybrać? Możesz jechać na kołach. Wtedy trasę sobie ułóż z poniższych map – pewnie zaczniesz od południa.

Ale szczerze? Najlepiej podłącz się do ekipy MotoTravels – spędzisz fajnie czas i bezpiecznie. Poznasz genialnych ludzi i przeżyjesz niezapomnianą przygodę.

Z Trondheim drogą Atlantycką pod Drogę Trolli (350 km)

Poranek w Trondheim zaczyna się powoli. Kawa, śniadanie, sprawdzenie prognozy – przelotne deszcze. Nic nowego w Norwegii. O 9:00 ruszasz na południe, a już po pierwszym zakręcie wiesz, że to będzie wyjątkowy dzień.

Przez pierwsze godziny jazdy krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie: zielone doliny, fiordy migające w oddali, górskie ściany wyłaniające się zza chmur. Asfalt gładki, zakręty łagodne, motocykl sam prosi o więcej gazu.

W połowie drogi stop na lunch w Bjartmars Favorittkro – mała, rodzinna knajpka, gdzie serwują świeżą rybę z okolicznych wód. Norwegia naprawdę smakuje najlepiej nad talerzem pełnym lokalnych przysmaków.

Po obiedzie zaczyna się prawdziwa uczta: Atlanterhavsvegen – Droga Atlantycka. Osiem mostów wyrastających z morza, ostre zakręty, wiatr, który potrafi przesunąć motocykl o pół metra, zapach soli i wolności. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych dróg świata – widzisz ją w reklamach samochodów, na pocztówkach, w filmach. A teraz jedziesz nią Ty.

Każdy mostek to powód do zatrzymania. Zdjęcie, spojrzenie w dal, głęboki oddech. Gdy morze jest spokojne – magia. Gdy sztormuje – spektakl natury, którego nie można przegapić.

Wieczór: Trollstigen Resort. Zamiast standardowej kolacji – ognisko. Siedzenie wokół płomieni, ciepło ognia, rozmowy o dniu. Norwegia właśnie pokazała swoją pocztówkową stronę. A jutro ma być jeszcze lepiej.

💡 Ciekawostka:
Droga Atlantycka to zaledwie 8,3 km, ale jej budowa trwała 6 lat i kosztowała 122 miliony koron. Burze niszczą mostki niemal co roku – w 2015 fale sięgały 15 metrów wysokości i zalały całą drogę. Mimo to uznano ją za „norweską budowlę stulecia”.

Trondheim Airport → Bjartmars → Atlantic Road → Trollstigen → Åndalsnes

Droga Trolli, Droga Orłów i Geirangerfjord (250 km)

Budzisz się z podnieceniem – dzisiaj Droga Trolli. Jedenaście ostrych zakrętów typu hairpin, nachylenie 10%, 850 metrów różnic wysokości. To trasa legendarna, mekka motocyklistów z całej Europy.

Już po kilku kilometrach droga zaczyna piąć się w górę. Pierwszy zakręt, drugi, trzeci… serpentyny wspinają się po skalnym zboczu jak srebrna wstęga. Z każdym metrem widok staje się bardziej dramatyczny: szumiące wodospady spadające ze ścian, mgła unosząca się nad doliną, ośnieżone szczyty w tle.

Na górze platforma widokowa Trollstigen – możesz spojrzeć w dół i zobaczyć całą drogę, którą przed chwilą pokonałeś. Kręci się w głowie? Normalka. Sklep z pamiątkami i kawa – to też standard.

Zjeżdżając, zatrzymujesz się w Gudbrandsjuvet Café – kafejka przy wodospadzie, gdzie szum wody zagłusza rozmowy. Powietrze pachnie wilgocią i lasem, a świeże norweskie ciasto uzupełnia energię.

Dalej prowadzi Cię tzw. Złoty Szlak – pętla przez Geirangerfjord, klejnot w koronie norweskich krajobrazów. Tutaj zdobywasz trzy widoki, które zapierają dech w piersiach:

1. Dalsnibba (1476 m n.p.m.) – najwyższy punkt widokowy w Europie dostępny dla pojazdów. Droga płatna (180 NOK motocykl, 360 NOK samochód), ale warto. Panorama całego Geirangerfjordu, gór i śniegu nawet w sierpniu.

2. Flydalsjuvet – platforma widokowa z charakterystyczną skałą wystającą nad przepaścią. Idealne miejsce na zdjęcie z fjordem i statkami wycieczkowymi w tle.

3. Ørnesvingen („Droga Orłów”, 620 m n.p.m.) – zakręty i platforma z widokiem na fjord z góry. Widzisz wodospad Siedem Sióstr i miasteczko Geiranger w dole. Gdy promy wpływają do fiordu, wyglądają jak zabawki.

Wieczór: Kolacja w hotelu w Skei, długa rozmowa o tym, co zobaczyliście. Wszyscy zgodni – to był najlepszy dzień.

💡 Ciekawostka:
Geirangerfjord jest wpisany na listę UNESCO i uważany za jeden z najpiękniejszych fiordów świata. Wodospad Siedem Sióstr według legendy powstał, gdy siedem sióstr roztańczyło się na zboczu góry, a ich matka w rozpaczy zamieniła je w wodospady. Po drugiej stronie fiordu widać samotny wodospad Friaren („Zalotnik”), który według podań wciąż stara się o względy jednej z sióstr.

Trollstigen → Gudbrandsjuvet → Ørnesvingen → Geiranger → Geiranger Skywalk → Olden → Skei

Na południe przez fiordy i przełęcz Roldalsfjellet (420 km)

🗺️ Trasa Google Maps | Trasa Calimoto

Rano budzisz się w Skei i słyszysz deszcz. Ulewny deszcz. Norwegia pokazuje swoje prawdziwe oblicze – jeśli miałeś dwa słoneczne dni, trzeci będzie mokry. Zawsze.

Mimo wszystko pakujesz się i ruszasz. Pogoda zmusiła Was do zmiany trasy – zamiast przez punkt widokowy Utsikten(ponad 700 m n.p.m., widok na doliny i fiordy), jedziesz prostszą drogą. Przy takiej mgle i tak niczego byś nie zobaczył.

Ale nawet w deszczu Norwegia ma swój urok. Woda lśni na asfalcie, wodospady zmieniają się w potężne kaskady, doliny tną mgły jak żywe organizmy. W Siderhuset Ola K zatrzymujesz się na lunch – świeże jedzenie, pyszny chleb, lokalny cydr. Nad taflą wody, nawet w deszczu, wszystko smakuje lepiej.

Popołudnie: przełęcz Røldalsfjellet. To tutaj krajobraz staje się surowy, niemal księżycowy. Brak domów, brak ludzi – tylko góry, kamienie i wiatr. Zakręty pozwalają złapać rytm, a cisza między szczytami działa hipnotyzująco.

Wieczór: Hotel w Røldal. Gorący prysznic, ciepła kolacja. Jutro ma być lepiej – mówią. Sprawdzasz prognozę. Deszcz. Oczywiście deszcz.

💡 Ciekawostka:
Røldal to miasteczko z XII-wiecznym kościołem drewnianym (stavkirke), w którym wisiał krucyfiks słynący z cudownych właściwości – łzy na twarzy Chrystusa miały leczyć chorych. Do dziś pielgrzymi odwiedzają to miejsce. W okolicy znajduje się też narciarski ośrodek Røldal – miejsce z najdłuższym sezonem narciarskim w Norwegii (śnieg leży tu do czerwca!).

Skei → Rørvikfjellet → Gaularfjellet → Utsikten → Storesvingen → Nå → Seljestadjuvet → Røldalsfjellet → Håra

Ryfylke i próba wejścia na Preikestolen (250 km + trekking)

🗺️ Trasa Google Maps

Dzień zaczyna się wcześnie. Śniadanie o 7:30, spakowanie mokrych rzeczy i w drogę. Czeka Ryfylkeveien – trasa widokowa przez góry, jeziora, wąskie fiordy. To jedna z 18 oficjalnych tras turystycznych Norwegii.

W planach mieliście dotrzeć do Preikestolen BaseCamp i ruszyć pieszo na słynną skałę Preikestolen (Pulpit Rock) – skalną półkę 604 metry nad Lysefjordem. Szlak nie jest ekstremalny, ale wymaga kondycji: ponad 500 metrów przewyższenia, kamienne stopnie układane przez nepalskich Szerpów, płaskie odcinki po skałach. Po dwóch godzinach wychodzisz z lasu i nagle jesteś na krawędzi – 604 metry pionowej przepaści, błękitna woda w dole, cisza przerywana tylko echem rozmów i świstem wiatru.

Ale… pogoda kolejny raz spłatała Wam figla. Ulewa od samego rana sprawiła, że odpuściliście Preikestolen. Mokrymi, śliskimi kamieniami nie da się bezpiecznie wejść. Jedziesz prosto do Stavanger przez Ryfast – najdłuższy i najgłębszy tunel drogowy świata (14,3 km, 292 metry pod poziomem morza). Zupełne przeciwieństwo dzikiej natury.

Wieczór: Stavanger. Przechadzka po Fargegaten – kolorowej uliczce, która wygląda jak wylana wiadrami farby w każdym możliwym odcieniu. Kolacja w Skagen Fiskerestaurant – świeże ryby, widok na port. Patrząc na mapę wiesz, że jutro – Lysebotn – będzie kolejną ucztą dla motocyklisty.

💡 Ciekawostka:
Preikestolen to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Norwegii – odwiedza go rocznie 300 000 turystów. Płaska skała o wymiarach 25×25 metrów zawisa nad przepaścią bez żadnych barierek. Mimo tego nigdy nie doszło do poważnego wypadku (poza jednym samobójstwem w 2013). Geolodzy twierdzą, że skała kiedyś oderwie się od zbocza – ale może to potrwać jeszcze tysiące lat.

Håra → Rasteplass Mountain View → Ostasteidn Viewpoint → Moslimyrå (P2, Jørpeland) → Stavanger

Lysevegen – 27 zakrętów nad Lysefjordem (300 km)

Po śniadaniu w Stavanger ruszasz w stronę Lysebotn – małej miejscowości schowanej na końcu fiordu. To tam prowadzi jedna z najbardziej widowiskowych dróg w Norwegii – Lysevegen.

Trasa wspina się przez góry, mija jeziora i strome skalne ściany. Im wyżej, tym chłodniej i bardziej surowo. Po kilku godzinach docierasz do punktu widokowego nad Lysefjordem – „jasnym fjordem”, który wciska się między ściany dochodzące do 1000 metrów wysokości na długości 42 kilometrów. To najpiękniejszy fiord południowej Norwegii.

Kawa w Kjerag Cafe & Restaurant przy parkingu smakuje jak nagroda. Przed Tobą rozciąga się błękitna woda otoczona szarymi ścianami gór, a nad wszystkim lekka mgła.

Zjazd serpentynami do Lysebotn to czysta motocyklowa poezja: 27 zakrętów, w tym kilka takich, że w lusterku widzisz swoją własną tylną lampę. Każdy metr drogi kusi, żeby się zatrzymać i zrobić zdjęcie, ale wąski asfalt i brak barierek sprawiają, że jedziesz tu z pełnym skupieniem.

Na dole fiordu jest maleńka wioska i… niemal nic więcej. Cisza, spokój, poczucie końca świata. Wracasz serpentynami na górę, a potem spokojniejszą trasą do Hovden.

Wieczór: Kolacja w hotelu. Długo rozmawiacie o tym, jak Lysevegen łączy wszystko, co najlepsze w norweskich trasach: dramatyczny krajobraz, techniczne zakręty i poczucie, że jesteś na końcu świata.

💡 Ciekawostka:
Lysevegen został wybudowany w latach 70. XX wieku, aby obsłużyć elektrownię wodną w Lysebotn. Wcześniej jedynym dostępem do wioski była łódź. Tunel na dole drogi ma 1,1 km długości i spiralnie wznosi się wewnątrz góry na 600 metrów wysokości – nietypowa inżynieria, która oszczędza serpentyny na zewnątrz.

Stavanger → Lysebotn route → Kjerag (Øygardstøl) → Hovdestøylen

Płaskowyż Hardangervidda i wodospad Vøringsfossen (320 km)

Dzisiejszy dzień to podróż w dwa światy – od surowego górskiego pustkowia po jeden z najsłynniejszych wodospadów Norwegii.

Rano opuszczasz Hovden i ruszasz przez Austmannaliavegen – krótki, ale niezwykle malowniczy odcinek drogi, gdzie asfalt wije się po zboczu, a za każdym zakrętem otwiera się nowa panorama.

Potem wjeżdżasz na płaskowyż Hardangervidda – największy w Europie (8000 km²). Krajobraz staje się niemal księżycowy: niskie wrzosowiska, skały, jeziora i wiatr, który przypomina, że w tej krainie rządzi natura. To miejsce, gdzie łatwo zapomnieć o czasie i po prostu jechać przed siebie. Latem pasą się tu stada dzikich reniferów – największa populacja w Europie.

W południe lunch w Hardangerviddahallen, a potem gwóźdź programu – wodospad Vøringsfossen. Już z parkingu słychać huk spadającej wody. Podchodzisz do punktu widokowego i nagle przed Tobą otwiera się przepaść – 182 metry pionowego opadu, dwa strumienie łączące się w jeden potężny nurt, a w dole kanion rzeki Bjoreio. W słoneczny dzień w wodnej mgle widać tęczę, w pochmurny – czujesz surową, dziką moc.

Po popołudniowej trasie malowniczą drogą nr 7 docierasz do Geilo – górskiego kurortu narciarskiego znanego z olimpijskich tras. Kolacja w hotelu i zamknięcie oczu – w głowie wciąż szum wodospadu.

💡 Ciekawostka:
Hardangervidda to miejsce, gdzie kręcono sceny z filmu „Imperium Kontratakuje” (Gwiezdne Wojny) – lodowa planeta Hoth. W XIX wieku płaskowyż przekraczali pieszo norwescy chłopi w drodze z zachodu na wschód kraju – podróż trwała tydzień. Dziś przejazd zajmuje 3 godziny.

Hovdestøylen → Den gamle Haukelivegen → Dyrskar → Austmannalia → Hardangerviddahallen → Vøringsfossen → Hardangervidda → Geilo

Aurlandsfjord, rejsy UNESCO i Droga Śnieżna (280 km + rejs)

Dziś Norwegia pokazuje Ci swoją wodną i… śnieżną stronę. Po wczesnym śniadaniu jedziesz do Flåm, skąd wyrusza statek po Nærøyfjorden – jednym z najwęższych i najpiękniejszych fiordów w Norwegii, wpisanym na listę UNESCO.

Dwie godziny rejsu to jak film przyrodniczy: strome ściany gór (niektóre 1400 m wysokości), maleńkie wioski przy brzegach, wodospady wpadające prosto do fiordu. Cisza przerywana tylko szumem silnika i śpiewem ptaków. To doświadczenie, które zapada w pamięć na zawsze.

Po dopłynięciu do Gudvangen lunch i powrót busem do Flåm. Tam czeka krótka, ale obowiązkowa wspinaczka motocyklem na platformę widokową Stegastein. To drewniane „molo” zawieszone wysoko nad fiordem – stajesz na jego końcu (30 metrów nad przepaścią, bez barierek) i masz wrażenie, że lewitujesz nad wodą. Widok Aurlandsfjordu z tej perspektywy jest po prostu nierealny.

Popołudniu wjeżdżasz na Aurlandsvegen – tzw. Drogę Śnieżną. Mimo sierpnia wciąż leżą tu białe łaty śniegu, a krajobraz zmienia się co chwilę: raz skaliste pustkowia, raz zamarznięte jeziora, potem nagle las i zielone doliny. To jedna z tych tras, gdzie przejechałeś przez kilka pór roku w jeden dzień.

Wieczór: Skjolden. Podczas kolacji wszyscy zgodni – Norwegia potrafi zaskakiwać każdego dnia, nawet jeśli myślisz, że już widziałeś jej najpiękniejsze oblicze.

💡 Ciekawostka:
Flåm to mała wioska (350 mieszkańców), ale rocznie odwiedza ją 450 000 turystów – głównie dzięki Flåmsbana, kolejce górskiej uznanej za jedną z najpiękniejszych na świecie. Trasa wiedzie z poziomu morza na 867 m n.p.m. z nachyleniem torów do 5,5% (jedna z najstromszych kolei na świecie bez mechanizmu zębatego).

Geilo → The Fjords → Stegastein → Gamle Aurlandsvegen → Aurlandsvangen → Tindevegen → Fortun → Skjolden

Sognefjellsvegen, Juvasshytta i Grimsdalen – dach Norwegii (340 km)

Dziś wjeżdżasz tam, gdzie asfalt sięga najwyżej w całej Norwegii. Sognefjellsvegen to droga, która prowadzi przez serce gór Jotunheimen – krainy lodowców i najwyższych szczytów kraju.

Już od pierwszych kilometrów czujesz, że to będzie wyjątkowy dzień. Asfalt wije się między zielonymi dolinami, a potem nagle krajobraz staje się surowy i zimowy – śnieg przy drodze, zamarznięte jeziora, powietrze tak czyste, że chce się oddychać głębiej.

W połowie trasy odbijasz do Juvasshytta – najwyżej położonego schroniska w Norwegii (1841 m n.p.m.). Stąd rozciąga się widok na Galdhøpiggen – najwyższy szczyt kraju (2469 m n.p.m.). Kawa na tarasie w takim otoczeniu smakuje jak nigdzie indziej.

Po południu czeka kolejna perełka – Grimsdalen. To wąska, częściowo szutrowa droga biegnąca przez dziką dolinę, gdzie rzeki wiją się między górami, a na łąkach pasą się renifery. Żadnych sklepów, żadnych stacji – tylko cisza i natura w czystej postaci.

Wieczór: Dombås. Przy kolacji długo siedzisz nad mapą – jutro ostatni dzień w trasie.

💡 Ciekawostka:
Jotunheimen oznacza „Krainę Olbrzymów” w norweskiej mitologii. W XIX wieku uważano, że tutejsze szczyty to najwyższe w Europie (mylono je z Alpami). Na Galdhøpiggen można wspiąć się pieszo – trasa nie wymaga sprzętu alpinistycznego, ale liny i przewodnika warto wziąć ze względu na lodowce.

Skjolden → Sognefjellsvegen → Nedre Oscarshaug → Mefjell → Juvasshytta → Jetta → Grimsdalen → Oppdal

Powrót do Trondheim przez Nordfjord i lodowiec Briksdalsbreen (380 km)

Ostatni dzień w trasie ma w sobie trochę melancholii – wiesz, że to koniec przygody, ale starasz się chłonąć każdy obraz, zapach i dźwięk.

Ze Strynu jedziesz w stronę Loen, malowniczej miejscowości nad Nordfjordem. Jezioro Lodalen odbija w wodzie strome ściany gór, a poranna mgła nadaje wszystkiemu baśniowy klimat.

Pierwszy przystanek – Briksdalsbreen, jęzor jednego z największych lodowców Europy (Jostedalsbreen). Podjazd motocyklem, potem krótki spacer wśród szumu wodospadów i nagle przed Tobą pojawia się potężny lodowy mur. Błękit lodu kontrastuje z zielenią doliny – widok nie do zapomnienia.

Po południu jedziesz wzdłuż Nordfjordu – drogi wiją się tuż przy wodzie, a każdy zakręt odsłania kolejną pocztówkę: fiord, góry, domki w jaskrawych kolorach.

Ostatni norweski obiad jesz w knajpce z widokiem na fiord. Siedząc tam, czujesz wdzięczność – za pogodę (mimo deszczów), za bezpieczną jazdę, za wszystkie widoki, które udało Ci się zobaczyć.

Wieczór: Miejsce noclegowe przed powrotem do domu. Norwegia żegna Cię złotym zachodem słońca nad fiordem – jakby chciała powiedzieć: „Wracaj”.

💡 Ciekawostka:
Jostedalsbreen to największy lodowiec kontynentalny w Europie (487 km²). W ostatnich dekadach skurczył się o 30% z powodu zmian klimatycznych. Briksdalsbreen był kiedyś dostępny bezpośrednio ze ścieżki – dziś trzeba przejść 3 km, bo lodowiec się cofnął.

Oppdal → Stjørdal

Podsumowanie podróży

Kilometry: ~2800 km w 9 dni
Koszty (orientacyjne na osobę przy grupie 6-8 osób):

  • Noclegi: ~150-250 EUR/noc (pokoje 2-osobowe)
  • Jedzenie: ~40-60 EUR/dzień (lunch + kolacja w restauracjach)
  • Paliwo: aktualne ceny sprawdź TU
  • Promy: ~80-100 EUR
  • Płatne drogi/tunele: ~40-60 EUR
  • Atrakcje (Dalsnibba, rejs Nærøyfjord): ~80-100 EUR

Łącznie: +2000 EUR (bez przelotu/doajzdu i transportu motocykla)

Najlepsze wspomnienia:

  • Droga Atlantycka w promieniach zachodzącego słońca
  • 27 serpentyn Lysevegen z widokiem na fjord
  • Aurlandsvegen – droga przez śnieg w sierpniu
  • Sognefjellsvegen – dach Norwegii
  • Każdy wodospad (i było ich kilkadziesiąt)

Co by się zmieniło?
Więcej dni. Norwegia wymaga czasu. Każde miejsce kusi, żeby zostać dłużej. 9 dni to minimum – 14 dni to komfort.

Czy warto jechać?
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy warto lecieć do Norwegii z motocyklem czy samochodem – odpowiedź brzmi: TAK. To nie jest podróż. To doświadczenie, które zostaje w głowie na zawsze.

Kiedy jechać?
Lipiec-sierpień: najcieplej, wszystkie drogi otwarte, tłumy turystów
Czerwiec, wrzesień: chłodniej, mniej ludzi, ryzyko zamkniętych przełęczy
Maj, październik: możliwe, ale wiele tras górskich zamkniętych

Norwegia czeka. Pytanie brzmi: kiedy Ty ruszysz?

Przydatne wskazówki

📋 Lista kontrolna przed wyjazdami do pobrania i edycji [👉KLIKNIJ]

💡 Norwegia jest spektakularna, „dzika” i zimna. Możesz ją zwiedzić samodzielnie, możesz też skorzystać z wycieczek oferowanych przez ADV Poland i Mototravels.

🏍️ Transport motocykli można zorganizować przez Mototravels

❗️ w Norwegii działa normalnie europejski roaming.  

⚠️W Norwegii można nocować na dziko, i wiele osób jedzie tam z namiotami. Pytanie, czy będzie Ci się chciało zwijać i rozkładać mokry namiot. Kamperem jak najbardziej, tak można nocować praktycznie w dowolnym miejscu. Ale przy motocyklu ja wybieram komfort.

🗺️ Plany podróży do zakupu - gotowce

Toskania i Lazurowe Wybrzeże – dwa tygodnie rodzinnej przygody między winnicami a lazurowym morzem Wyobraź sobie: ciepły wieczór na toskańskim wzgórzu, zapach grillowanej bruschetti miesza się z aromatem dojrzewających winogron, dzieci pluskają się w basenie, a Ty podziwiasz zachód słońca malujący cyprysy na złoto. Dzień później siedzisz na tarasie w Saint Tropez, popijając szampana i obserwując jachty warte więcej niż osiedle domów. To nie sen – to dwa tygodnie rodzinnych wakacji między Toskanią a Lazurowym Wybrzeżem.
Południowa Norwegia motocyklem – od Trondheim przez fiordy i drogi marzeń Czy wiesz, co czujesz, gdy motocykl wyjeżdża na szczyt serpentyn, a przed Tobą rozciąga się przepaść sięgająca 600 metrów w dół, błękitny fiord i góry tak strome, że chmuryczepiają się ich zbocze? W Norwegii to nie jest wyjątek – to normalność. Każdego dnia.
Teneryfa – gdzie Ocean Atlantycki spotyka wulkan, a wakacje stają się przygodąWyobraź sobie wyspę, na której rano stoisz na plaży z czarnym piaskiem wulkanicznym, a po południu spacerujesz ponad chmurami w parku narodowym na wysokości 2 000 metrów. Gdzie w ciągu jednego dnia zobaczysz prehistoryczny las laurowy, surferów łapiących fale Atlantyku i najstarszą dracenę na świecie (smocze drzewo). I gdzie wieczorem pijesz kanaryjskie wino na tarasie, patrząc jak słońce zapada się za klify wysokości 600 metrów.To nie sen. To Teneryfa. I nie, to nie jest tylko wyspa all-inclusive z basenem.
Bajkowe wioski, babcine smaki i widoki kojące duszę.Gdy słyszysz Bieszczady, większość ludzi myśli o szybkim dojeździe, dwóch pętlach i zaliczeniu „dzikiego zakątka Polski”.Ale ta trasa jest inna. Pokażę Ci drogę, którą warto odbyć co rok lub dwa – trasę, w której chodzi nie tylko o cel, ale o podróż samą w sobie.O wioski, gdzie czas zatrzymał się dwieście lat temu. O serpentyny, gdzie jeden zakręt płynnie przechodzi w drugi, a Ty czujesz, jak motocykl staje się przedłużeniem Twojego ciała. O smaki – od słowackich halušek z bryndzą po bieszczadzkie pierogi i gołąbki. To opowieść o miejscach ...
Wokół Polski motocyklem – 3500 km, które pokażą Ci własny kraj od nowa. Około 3500 kilometrów wokół Polski to podróż, która zmieni Twoje spojrzenie na ten kraj. Od Sudetów przez Bieszczady, od Bałtyku po Wigry, przez miejsca, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś. Drogi, które zapierają dech. Zakręty, które śpiewają pod oponami. Widoki, przy których musisz ściągnąć kask i po prostu patrzeć.
Korsyka i Sardynia na motocyklu z Polski – gdzie zakręty pieką w opony, a morze kradnie oddechPomyśl przez moment: kiedy ostatni raz wyjechałeś gdzieś, gdzie każdy zakręt był prezentem, każdy zjazd przyśpieszał puls, a widoki zmuszały do zatrzymania się mimo oporu? Korsyka i Sardynia to nie są kolejne wyspy do odznaczenia na mapie. To dwa tygodnie, po których wrócisz innym człowiekiem – z głową pełną wspomnień o perfumowanych serpentynach, szmaragdowej wodzie i drogach, które zostały wymyślone dla motocykli.