

Dla tych, którzy wiedzą, że Alpy to nie wszystko.
Prawie 2 000 km przez trzy kraje, gdzie każda przełęcz ma swoją osobowość. 7 dni, które zmienią twoje pojęcie o tym, czym są prawdziwe serpentyny. Od katalońskich klasztorów przez francuskie Col Tourmalet, gdzie rowerzyści Tour de France plują krwią, aż po mikropaństwo Andorę ukryte w chmurach – to jest wycieczka, o której będziesz opowiadać przy każdym spotkaniu..
Poniżej ogólna mapa całej wycieczki z naniesionym (czerwone punkty) ekstra dniem. Przy każdym dniu znajdziesz dokładniejszą mapę trasy i kilka fotek z podróży.
Tą podróż odbyłem w małej grupie wspólnie z Mototravels. Po drodze sami dodatkowo korygowaliśmy trasę uwzględniając dodatkowe przełęcze.
💡Na dole wpisu znajdziesz przydatne wskazówki i chcecklistę.
Pamiętaj, że to tylko inspiracja i swoją podróż planuj w oparciu o aktualne warunki pogodowe, umiejętności i potrzeby. Zwiedzaj i doświadczaj zamiast walczyć o przetrwanie.
Rozpoczynasz od miejsca, które Katalończycy nazywają „kamienną piłą” – Montserrat. Klasztor wiszący na pionowych skałach jak orle gniazdo, 725 metrów nad morzem. Benedyktyni mieszkają tu od XI wieku, a czarna Madonna w bazylice przyciąga pielgrzymów z całego świata.
Pro tip: Wjedź kolejką na szczyt (17 EUR). Panorama całej Katalonii sprawia, że rozumiesz, dlaczego to miejsce jest tak święte – nie przez religię, ale przez widoki.
Z Montserrat prowadzi Cię droga przez Mirador del Tossal – punkt widokowy, który pokazuje, że Hiszpania to nie tylko plaże. To są góry, które wyglądają jak dekoracja z filmu o średniowiecznych wojnach.
Dalej Tama Pantà de la Baells – jezioro, które powstało w 1976 roku po spiętrzeniu rzeki Llobregat. Dziś skaczą tu na bungee ci, którzy chcą sprawdzić, czy serce im wytrzyma. Ty sprawdzisz to na zakrętach.
🏨 Nocleg: Butikowy hotel La Freixera – miejsce, gdzie architektura spotyka się z naturą. To nie jest motel przy trasie. To miejsce, gdzie chcesz zostać dłużej.
💡 Ciekawostka: Montserrat to nie tylko klasztor – to także miejsce narodzin katalońskiego nacjonalizmu. W czasach Franco, gdy język kataloński był zakazany, benedyktyni odprawiali tu msze po katalońsku, ryzykując represje. Dziś Montserrat to symbol katalońskiej tożsamości.
Trasa dłuższa (385 km)
Trasa krótsza (335 km)
Ten dzień to decyzja: chcesz więcej zakrętów czy wolisz basen i SPA w hotelu?
Start od Mirador de la Creu del Codó – dojazd do kempingu, potem 600 metrów spacerem i stoisz nad przepaścią z widokiem, który sprawia, że zapominasz, jak nazywa się Twoja firma.
Dalej objazd jeziora Pantà de Sant Antoni – droga C-1311 przez przełęcz do Sopeira. To nie są wielkie serpentyny. To kameralna, wąska droga, która wije się nad zbiornikiem jak wąż. Zero ruchu, mnóstwo punktów widokowych, a na końcu – nieczynna elektrownia na jeziorze Pantà d’Escalades, która wygląda jak z postapokaliptycznego filmu.
Tu przebiega granica Katalonii i Aragonii – dwie regiony, dwie kultury, jeden przepiękny krajobraz.
Wieczorem docierasz do Sort – miasteczka, które żyje raftingiem latem i narciarstwem zimą. Hotel ma SPA – wykorzystaj to. Jutro czeka Francja.
💡 Ciekawostka: Nazwa „Sort” po katalońsku oznacza „szczęście”. Mieszkańcy wzięli to na serio i otworzyli tu „Administrację Loterii nr 1”, która sprzedaje rekordową ilość wygrywających losów w całej Hiszpanii. Ludzie przyjeżdżają tu z całego kraju, żeby kupić los „w szczęśliwym miejscu”. Może i Ty powinieneś?
To jest TEN dzień. Dzień, w którym rozumiesz, dlaczego Pireneje mają swoją legendę.
Pierwsza przełęcz na granicy hiszpańsko-francuskiej. Ostrzeżenie: fotoradary naładowane i aktywne. Francuzi nie żartują – już na wjeździe pokazują, kto tu rządzi.
Zjazd trawersem z widokami, które sprawiają, że hamuje Ci w połowie zakrętu, bo chcesz patrzeć zamiast jechać. To przełęcz, której nie da się przejechać bez zatrzymania na zdjęcia.
Aubisque to część Tour de France od 1910 roku – jedna z najtrudniejszych przełęczy dla kolarzy. Kiedy widzisz rowerzystów pnących się w górę, rozumiesz, że Tour de France to nie wyścig – to walka o przetrwanie.
Najwyższa przełęcz drogowa w całych Pirenejach. 2115 metrów nad poziomem morza. Pomnik Octave’a Lapize’a – kolarza, który w 1910 roku jako pierwszy przejechał Tourmalet podczas Tour de France. Podobno wykrzyczał do organizatorów: „Wy jesteście mordercami!”
Na szczycie zimno, wiatr i turyści. Ale kiedy zjeżdżasz w dół serpentynami – zapominasz o wszystkim.
Ostatnia przełęcz dnia i najlepsza dla motocyklistów. Wąska, kręta droga z asfaltem, który przykleja opony jak klej. Zero dziur, zero piasku – tylko ty i idealna linia.
Bonus: Pont Napoléon – most wiszący 65 metrów nad rzeką Gavarnie. Napoleon kazał go zbudować w 1860 roku (choć już nie żył – to było za Napoleona III), aby połączyć Francję z Hiszpanią. Dziś most jest punktem obowiązkowym dla każdej fotografii.
Wieczór: Saint-Lary-Soulan – miasteczko narciarskie, które latem śpi. Ale hotel jest dobry, jedzenie lepsze, a ty jesteś zmęczony najlepszym zmęczeniem na świecie.
💡 Ciekawostka: Col du Tourmalet pojawił się w Tour de France 86 razy – częściej niż jakakolwiek inna góra. Francuzi nazywają go „Kolosem” – i nie bez powodu. Średnie nachylenie 7,4%, ale są odcinki po 10-12%. Dla rowerzysty to horror. Dla motocyklisty? Raj.
Dziś wjeżdżasz do kraju, którego nie ma na większości map. Andora – 468 km² ukrytych między Francją a Hiszpanią. Państwo bez armii, bez lotniska, za to z 65 000 mieszkańców i statusem raju podatkowego.
Droga prowadzi przez francuskie Pireneje w górę, coraz wyżej, aż nagle widzisz znak: „Andorra”. Nie ma granicy. Nie ma kontroli. Po prostu jesteś w innym kraju.
Andorra la Vella (1023 m n.p.m.) – najwyżej położona stolica Europy. Miasto jednej ulicy, ale jakiej ulicy – sklepy z elektroniką, tytoniem, alkoholem i wszystkim, co w innych krajach jest droższe. Zero VAT-u robi robotę.
Roc del Quer – punkt widokowy z platformą wystającą 20 metrów nad przepaść. Instagram się zawiesza. Widok na dolinę Andory i otaczające szczyty – 360 stopni majestatu.
Kolacja w restauracji Hincha – tak, tej należącej do Leo Messiego. Argentyńska kuchnia w katalońskim wydaniu. Stek, wino i poczucie, że jesteś w bardzo dziwnym, ale fajnym miejscu.
Nocleg w Andorze – koniecznie. Bo rano musisz zobaczyć Andorę w słońcu, zanim turyści zalewają ulice.
💡 Ciekawostka: Andora to jedyne na świecie współksięstwo (ko-książęctwo). Ma dwóch książąt jednocześnie: prezydenta Francji i biskupa Urgell w Hiszpanii. Tak, prezydent Francji Emmanuel Macron jest technicznie księciem Andory. System ten istnieje od 1278 roku i działa do dziś. Absurd? Może. Ale działa.
Poranek w Andorze zaczyna się od dwóch punktów widokowych, które pokazują, że to małe państwo ma wielkie góry.
Dojazd gondolą lub krzesełkiem (jeśli kolejki działają – bo wiatr potrafi je zatrzymać). Na górze: jeziora Tristaina, instalacja słoneczna i poczucie, że jesteś na dachu Europy.
Alternatywa: jeśli kolejki nie działają – droga szutrowa pod jaskinię (~1 km). Robisz to motocyklem? Da się, ale ostrożnie.
Na granicy Andory i Francji. Droga asfaltowa wiedzie w górę, szeroka i wygodna. Ale jeśli chcesz przeprawić się do Francji – czekają Cię łagodne szutry.
Legenda mówi, że to dawny szlak przemytniczy. W latach 40. i 50. przemycano tu tytoń, alkohol i wszystko, co Francuzi opodatkowali, a Andorczycy sprzedawali bez VAT-u. Dziś przemycasz tylko wspomnienia.
Dalej setki zakrętów przez Pireneje hiszpańskie – łagodne przełęcze, puste drogi, zero ruchu. To jest jazda, która uspokaja umysł i przyspiesza serce jednocześnie.
Wieczór w Sort – wracasz tam, gdzie byłeś dwa dni temu. Ale tym razem znasz już okolicę. Hotel wita Cię jak starego znajomego.
💡 Ciekawostka: Andora nie ma własnej waluty – używa euro, mimo że nie jest w Unii Europejskiej. Nie ma też własnej armii – obronę zapewniają Francja i Hiszpania. Ostatni raz Andora była w stanie wojny w… 1933 roku. Z Francją. Wojna trwała miesiąc i zakończyła się bez jednego wystrzału. To najbardziej pokojowy kraj Europy.
Trasa dłuższa (330 km) – wybrzeże Costa Brava
Trasa szybsza (190 km) – autostrada
Ostatni dzień. Masz wybór: szybko przez autostradę do Barcelony, czy jeszcze raz poczuć wiatr we włosach jadąc wzdłuż Costa Brava – Dzikiego Wybrzeża.
Nazwa nie jest przypadkowa. To nie są plaże all-inclusive. To są skaliste zatoki, wąskie drogi prowadzące nad urwiskami, wioski rybackie, gdzie czas się zatrzymał w latach 50.
Restauracja Rosamar – małe bistro w zatoce, gdzie jedzą lokalni. Świeże owoce morza, zimne piwo, widok na Morze Śródziemne. To jest moment, w którym rozumiesz, że podróż się kończy – i nie chcesz tego.
Droga wzdłuż wybrzeża wije się jak wąż – zakręt za zakrętem, widok za widokiem. Morze po lewej, skały po prawej, a przed Tobą Barcelona – miasto, które wydaje się zbyt głośne po tygodniu w górach.
Barcelona wieczorem – oddajesz motocykl, pakujesz kufry, idziesz na kolację. Ale myślami jesteś wciąż na Tourmalet, w Andorze, na „zapomnianej przełęczy”. Tam, gdzie asfalt był gładki, powietrze czyste, a ty – wolny.
💡 Ciekawostka: Costa Brava to ulubione miejsce Salvadora Dalego. Artysta mieszkał w Port Lligat – małej wiosce rybackiej, gdzie zbudował sobie dom-muzeum. Dom wygląda jak wizja na haju – białe ściany, jaja na dachu, pokoje jak labirynt. Jeśli masz czas – wstąp. Zrozumiesz, dlaczego Dali malował tak, jak malował. To miejsce robi z głową dziwne rzeczy.
Jeśli masz 8 dni zamiast 7 – zrób to. Ta trasa nazywa się „zapomniana”, bo turystów prawie nie ma. Jest za to asfalt, który gładzi dusze, i zakręty, które przypominają, po co w ogóle kupiłeś motocykl.
Port del Comte (2383 m n.p.m.) to jeden z najwyższych punktów katalońskich Pirenejów. Zimą ośrodek narciarski, latem – pusta droga, na której możesz jechać i myśleć tylko o linii, kącie i przyczepności.
Trasa prowadzi przez wioski, w których czas zatrzymał się w latach 60. Kamienne domy, stare baby w czerni siedzące na ławkach, psy śpiące na środku drogi. To Hiszpania, której nie zobaczysz w Barcelonie.
Powrót do Solsona – druga noc w tym samym hotelu. Rzadkość w podróży motocyklowej, ale tu warto. Bo rano budzisz się wypoczęty i masz ochotę na drugą rundę.
💡 Ciekawostka: Port del Comte to najmniej znana przełęcz w całych Pirenejach, mimo że jest jedną z najwyższych. Powstała jako droga zaopatrzeniowa dla bazy wojskowej, która działała tu w czasach Franco. Dziś baza jest opuszczona, ale droga została – idealna, pusta, twoja.
Dystans: 1800 km z i do Barcelony
Paliwo: około 2 EUR/litr (wszędzie podobnie) 18 x 5,5l x 2EU = 200 Euro
Noclegi: 50-80 EUR/os za noc (pokoje 2-3 osobowe ze śniadaniem) Booking – razem 7 x 80 Eu = 560 euro ze śniadaniami
Jedzenie: 30-40 EUR/os za obiad/kolację z napojami. 12 x 30 EU = 360 euro
Podsumowując trzeba się nastawić na około 1 200 euro + koszty transportu (700eu) lub wynajmu (ok. 1100eu za tydzień), dolotu do Barcelony 150 EU.
Buduję samodzielne firmy i pomagam innym robić to samo, aby mieć czas i środki na podróże. Bo życie jest za krótkie na nudę.
W moich planach jest transport motocykla do Hiszpanii i powrót do Polski przez Pireneje i całe Alpy. Opis wkrótce.
📋 Lista kontrolna przed wyjazdami do pobrania i edycji [👉KLIKNIJ]
💡 Pireneje są przepiękne. Możesz je zwiedzić samodzielnie, możesz też skorzystać z wycieczek oferowanych przez ADV Poland i Mototravels.
🏍️ Transport motocykli można zorganizować przez Mototravels lub wypożyczyć motocykl w Barcelonie. Pamiętaj tylko o zgodzie na przekraczanie granic.
❗️Trasa prowadzi przez przepiękną Andorę, ale Andora nie należy do Unii Europejskiej, więc pamiętaj o wyłączeniu danych komórkowych i roamingu. 💡 Podróżując, zawsze uruchamiam roaming na karcie eSIM. Korzystam z aplikacji Air. Używam Airalo – użyj mojego kodu polecającego ADAM7993, aby uzyskać USD $3.00 zniżki na pierwszą kartę eSIM lub kliknij tutaj: https://airalo.go.link/ieIl6
⚠️ Barcelona to miejsce, w którym wyjątkowo można narazić się na kradzież. Dlatego jeśli wieziesz motocykl samochodem zadbaj, aby stał na strzeżonym parkingu.





