

Czujesz zapach rozgrzanego asfaltu serpentyn, które wiją się między szczytami Karpat? Słyszysz ryk silnika odbijający się echem od ścian wąwozu, przez który przejechałoby ledwo kilka czołgów? Widzisz przed sobą drogę, która nagle znika w chmurach na wysokości ponad 2 000 metrów? Tak właśnie smakuje Rumunia na motocyklu – krajem, gdzie komunistyczny dyktator zbudował dwie najlepsze trasy motocyklowe Europy, a wesoły cmentarz opowiada historie ludzkich dramatów z uśmiechem. To podróż, którą zaplanowałem na 2026 rok, ucząc się na błędach i odkryciach sprzed dekady, kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Rumunię motocyklem.
CZĘŚĆ 1 (poniżej): To plan podróży, który zamierzam zrealizować w 2026 roku – z nowymi pomysłami, lepszą trasą i wiedzą zdobytą podczas pierwszej wyprawy. Chcę odwiedzić najciekawsze miejscówki w Rumuni, dojechać nad Morze Czarne i przejechać przez Mołdawskie winnice..
CZĘŚĆ 2: [KLIKNIJ TUTAJ, aby zobaczyć] Relację i szczegółowy plan z wyprawy odbytej w 2016 roku wraz z fotorelacją – to tam znajdziesz wszystkie zdjęcia, historie i praktyczne wskazówki z pierwszej podróży.
To podróż, którą planuję odbyć w 2026 roku dojeżdżając do Morza Czarnego, robiąc Mołdawię i wracając górą Rumunii.
Wpis powstanie wkrótce.
Trasa: Opole → Žilina → Martin → Tokaj → Satu Mare
Dystans: ~650 km
Pierwszego dnia omijamy autostrady i nudziarnię. Zamiast tego kierujesz maskę w stronę doliny Martin – Ružomberok, gdzie droga D1 zamienia się w malowniczy przejazd przez Małe Fátry. Asfaltu tutaj nie brakuje, a widoki? Jak z alpejskich pocztówek, tylko bez alpejskich cen.
💡Ciekawostka: W rejonie Martin znajduje się Vrátna – dolina nazywana „małymi Dolomitami Słowacji”. Pionowe wapienne ściany Małego Rozsutca (1343 m) wyglądają jak wyrwane wprost z Włoch.
Tuż za Ružomberkiem (jak zauważysz ogromny kompleks aquaparku Bešeňová) zjeżdżasz z trasy. Tutaj czeka pizza z pieca opalanego drewnem – ciasto chrupiące jak jesienne liście, a ser ciągnący się jak guma motocyklowa po mokrym asfalcie. Nawet jeśli nie jesteś głodny – zatrzymaj się. To jeden z tych smaków, które wracają w wspomnieniach podczas zimowych wieczorów. 📍Pizza Land Besenova
Przez Węgry przemykasz na euro (wszędzie przyjmują), zatrzymując się w Tokaju. To miasto, które oszukuje zmysły – wygląda, jakby czas zatrzymał się gdzieś w XVIII wieku, ale wina w piwnicach dojrzewają według przepisów pisanych jeszcze wcześniej.
💡Ciekawostka: Tokaj to pierwsze na świecie oficjalnie wyznaczone zamknięte terytorium winiarskie (1737 rok) – na 120 lat przed francuskim Bordeaux. Węgrzy byli pierwsi, ale ciszej o tym mówią.
Unikaj restauracji w samym centrum – zamiast tego, 5 km przed miastem znajdziesz przy drodze wielką restaurację (nie przegapisz jej). Tam zjedz gulasz, tam wypij tokajskie, tam poczujesz, że już jesteś na Wschodzie.
Po prawie 11 godzinach docierasz do Rumunii. Pierwszy kontakt z rumuńską granicą to kolejki – ale ty na motocyklu przepływasz między samochodami jak woda między kamieniami.
Satu Mare cię zaskoczy. To nie jest przygraniczna dziura – to eleganckie miasteczko z secesyjnymi kamienicami, które w świetle wieczornych lamp wygląda jak austriacko-węgierska miniatura. Ryneczek wieczorem tętni życiem – kawiarnie, ludzie, śmiech. Bukuj nocleg blisko centrum. Wyjdź o zmroku pospacerować – to miasto nocą ma duszę.
💡Ciekawostka: Satu Mare było nazywane „małym Wiedniem” Siedmiogrodu. W 1911 roku aż 78% mieszkańców mówiło po węgiersku, dziś węgierska mniejszość wciąż stanowi ponad 30% populacji. Usłyszysz tu więcej języków niż w metrze w Paryżu.
Trasa: Satu Mare → Negrești-Oaș → Săpânța → Sighetu Marmației → Borșa → Vama → Câmpulung Moldovenesc
Dystans: ~280 km (ale spędzisz tu cały dzień)
Zaledwie 40 km od Satu Mare trafiasz do małego skansenu wsi Oaș. Stare drewniane chaty, tradycyjne stroje, spokój. Ale uwaga – tu wciąż mieszkają ludzie. To nie jest martwą ekspozycją, to żywa wioska, gdzie babcie w ręcznie tkanych sukniach sprzedają miód i serowar ze swojego podwórka.
💡Ciekawostka: Kobiety z regionu Oaș noszą charakterystyczne czarne stroje i wielkie białe chusty zwane „ciupag” – tradycja nieprzerwana od czasów średniowiecza. W niedzielę zobaczysz je w kościele, a nie w muzeum.
30 km dalej dotykasz miejsca, które zmienia sposób, w jaki myślisz o śmierci. Cmentarz w Săpânței to kolorowa eksplozja życia pośród grobów. Każdy nagrobek to komiks z życia zmarłego – namalowane sceny, wiersze, żarty.
Staniesz przed nagrobkiem małej Anuty, która śpiewa „Ku-ku” swojej mamie z zaświatów. Przeczytasz epitafium pijaka, który „zbyt często wodkę pił”. Zobaczysz scenę śmierci pod samochodem, śmierci od nadmiernej pracy, śmierci od… plotkarstwa (sic!).
💡Ciekawostka: Cały cmentarz to dzieło jednego człowieka – Stana Ioana Pătrașa, który w 1935 roku stworzył pierwszy niebieski krzyż z satyrycznym wierszem. Do śmierci w 1977 roku wykuł ich ponad 800. Kolor niebieski wybrał, bo… lubił niebieski. Dziś jego uczeń kontynuuje tradycję.
To nie jest cmentarz dla turystów – to lekcja życia wyrzeźbiona w drewnie. Poświęć tu godzinę. Zostaw w sobie miejsce na refleksję.
Przed tobą muzeum, którego nie da się odwiedzić z lekkim sercem. Dawne więzienie komunistyczne, gdzie Nicolae Ceaușescu zamykał inteligencję – profesorów, biskupów, polityków. W celach zmarło tu 54 więźniów, w tym 17 ministrów przedwojennej Rumunii.
💡Ciekawostka: To jedyne więzienie komunistyczne, które UNESCO wpisało na listę dziedzictwa kulturowego. Powód? Tu nie ginęli przestępcy – ginęła elita myśląca inaczej. Każdy grób to stracona szansa na inną Rumunię.
Wyjdziesz stamtąd w milczeniu. Silnik motocykla będzie brzmiał głośniej niż zwykle.
Teraz już tylko piękno – drewniane cerkwie z XVIII wieku, które przetrwały wszystko: wojny, komunizm, czas. W Borșa cerkiew z 1720 roku stoi jakby nie czuła grawitacji – bez gwoździ, sama z siebie trzyma kształt.
💡Ciekawostka: Drewniane cerkwie Maramureszu budowano bez użycia gwoździ – cała konstrukcja opiera się na systemie karbów i zamków drewnianych. Przetrwały trzęsienia ziemi, których nie przetrwały nowsze murowane budowle.
Nocujesz tuż przed Câmpulung Moldovenesc – w pensjonacie 📍 Vranis w Sadova, 10 km wcześniej. Ciche miejsce, niskie ceny, dobre śniadanie. Zaśniesz szybko – jutro czekają na ciebie malowane monastyry.
Trasa: Câmpulung Moldovenesc → Voroneț → Humor → Suceava → Cacica → Târgu Neamț → Poiana Largului (zapora Bicaz)
Dystans: ~220 km
Dziś dzień dla oka i duszy. Bukowina słynie z malowanych monastyrów – cerkwi pokrytych freskami na zewnątrz, które przetrwały 500 lat deszczu, śniegu i słońca. To cuda malarstwa i techniki jednocześnie.
Voroneț – „Sykstyna Wschodu”, słynąca z niepowtarzalnego błękitu (niebieski voroneński, którego receptury nikt nie odtworzył). Freski z 1488 roku przedstawiają Sąd Ostateczny – anioły, diabły, grzesznicy – wszystko na jednej ścianie świątyni.
💡Ciekawostka: Błękit voroneński to tajemnica chemiczna nierozwiązana do dziś. Analizy wykazały lapis lazuli, ale proporcje i sposób aplikacji wciąż pozostają zagadką. UNESCO wpisało monastyr na listę, zanim ktokolwiek zdążył rozszyfrować recepturę.
Humor – młodszy (1530), ale równie malowniczy. Tu fresk przedstawia oblężenie Konstantynopola przez Persów – sceny batalistyczne jak z epickiego filmu, tylko że na ścianie cerkwi.
Suceava – stolica średniowiecznego Księstwa Mołdawii. Ruiny twierdzy mówią o czasach, gdy Rumunia była murem chroniącym Europę przed Turkami. Wejdź na szczyt – widok na całe miasto i góry za nim.
💡Ciekawostka: Twierdza Suceava nigdy nie została zdobyta przez Turków. Przez 200 lat atakowali ją bezskutecznie. Padła dopiero w XVII wieku… przez zaniedbanie i czas, nie przez broń.
A teraz coś dziwnego – w środku rumuńskiej Bukowiny, gdzie wszyscy mówią po rumuńsku, trafiasz do wioski, gdzie starsi ludzie wciąż mówią po polsku. To Cacica – kolonia założona w 1786 roku przez górników z Wieliczki sprowadzonych przez Austriaków, żeby wydobywali sól.
Kopalnia wciąż działa. Wjedziesz windą 50 metrów w dół – tam kaplica wykuta w soli, sanatorium dla astmatyków, jezioro solankowe, w którym można pływać (dosłownie leżysz na wodzie jak korek). Powietrze tu leczy – ludzie przyjeżdżają na tygodnie, żeby oddychać i kąpać się w solance.
💡Ciekawostka: Polskość Cacicy jest autentyczna – do dziś działa polska szkoła, w kościele msza po polsku, a lokalne panie śpiewają polskie kolędy w oryginale. W 2018 roku Andrzej Duda był tu z wizytą – i płakał ze wzruszenia.
Rodziny górników zostały – ich prawnuki wciąż pamiętają język i zwyczaje. Warto przyjechać w niedzielę na mszę – usłyszysz polski akcent, jakiego nie słyszałeś nigdzie indziej.
Wieczorem docierasz do jednego z najbardziej dramatycznych miejsc Rumunii – zapory na jeziorze Bicaz. Zapora ma 127 metrów wysokości i 435 metrów długości. Stoisz na jej koronie i patrzysz w dół – tam przepaść. Patrzysz w górę – tam jezioro otoczone górami.
Nocujesz w 📍Hotel & Camping Cristina – jedynym miejscu w okolicy, dosłownie na zaporze. Z okna widzisz tę samą taflę wody, która jutro zmieni się w jeden z najpiękniejszych wąwozów Europy.
💡Ciekawostka: Jezioro Bicaz powstało przez zalanie 11 wiosek. Na dnie wciąż spoczywają fundamenty domów, cerkwie, cmentarze. Nurkowie znajdują tam pozostałości życia sprzed 1960 roku – dosłownie podwodne Atlantyda rumuńskich Karpat.
Trasa: Poiana Largului → Bicaz Gorges → Lacul Roșu → Miercurea Ciuc → Băile Tușnad → Poiana Brașov
Dystans: ~230 km
Po śniadaniu ruszasz w dół zapory – i nagle góry zamykają się nad tobą. Wąwóz Bicaz to 8 kilometrów drogi, gdzie wapienne ściany wznoszą się po obu stronach na 300-400 metrów. Jedziesz dnem kanionu – słońce ledwo przebija się przez szczeliny między skałami.
Serpentyny wijące się skałami, szeleszczący obok strumień, chłód bijący z wapienia. To najbardziej malowniczy wąwóz Rumunii – i prawdopodobnie Karpat. Motocykl dudni echem między ścianami. Czujesz się mały. Bardzo mały.
💡Ciekawostka: Wąwóz Bicaz to ulubione miejsce wspinaczy – niektóre drogi wspinaczkowe mają tu ponad 400 metrów trudności. Ze szczytu skały Piatra Altarului (1128 m) widać całą dolinę – ale tylko ci, którzy się tam wspiną.
Tuż za wąwozem natkniesz się na Lacul Roșu (Czerwone Jezioro) – jezioro powstałe w 1837 roku, gdy lawina błota i skał zatarasowała rzekę. Z wody sterczą kikuty drzew jak widma zatopionego lasu. Woda ma kolor rdzy – stąd nazwa. Upiornie piękne.
Teraz wjeżdżasz w Transylwanię – ale nie tę z wampirów, tylko tę prawdziwą. Ziemia Seklerów – węgierskojęzycznych górali, którzy od wieków bronili wschodnich granic Królestwa Węgier. Do dziś mówiąc po węgiersku, pielęgnują tradycje i… doskonale gotują.
W Miercurea Ciuc zatrzymaj się przy zamku Mikó – secesyjnej pereł z 1623 roku, dziś muzeum. Ale prawdziwą atrakcją jest piwo Ciuc – najlepsze w Rumunii, warzone tu od 1892 roku.
💡Ciekawostka: Seklerzy używają unikalnego pisma runicznego (székely rovásírás), które przetrwało aż do XIX wieku. To jedyne runy europejskie w ciągłym użyciu poza Skandynawią. Do dziś zobaczysz napisy runiczne na pomnikach i drogowskazach w Transylwanii.
Dalej Băile Tușnad – najwyżej położone uzdrowisko w Rumunii (650 m n.p.m.). Gorące źródła, woda mineralna, kojące spa w sercu lasu. Jeśli chcesz rozluźnić dupę po całym dniu w siodle – tu jest miejsce. Źródła pachną siarką, ale ciało mówi „dziękuję”.
Na nocleg wybierasz nie Brașov (miasto), ale Poiana Brașov – górską wioskę 12 km wyżej, pod szczytami Bucegi. Dojazd to poezja – serpentyny, dobry asfalt, widoki na góry. To tutaj czujesz, dlaczego kupujesz motocykl.
Miejscowość tętni życiem – restauracje, hotele, klimat alpejski. Zamiast miejskiego zgiełku Brașova, masz spokój, gwiazdy i zapach jodły. Nocujesz w hotelu lub pensjonie (wybór spory), jesz lokalnie, zasypiasz szybko. Jutro wielkie zwiedzanie.
💡Ciekawostka: Poiana Brașov to największy ośrodek narciarski Rumunii. W sezonie zimowym ta spokojna wioska zamienia się w rumuńskie Zakopane – tłumy turystów, kolejki do wyciągów i grillowane mici na każdym rogu.
Trasa: Poiana Brașov → Brașov → Bran → Curtea de Argeș
Dystans: ~180 km (ale zwiedzanie zajmie cały dzień)
Zjeżdżasz rano serpentynami do Brașov – i nagle jesteś w innym świecie. Niemieckie kamienice, gotycki Czarny Kościół, rynek jak z Norymbergi. To pozostałość po Sasach Siedmiogrodzkich – niemieckich kolonistach sprowadzonych tu w XIII wieku przez węgierskich królów do obrony granic.
Czarny Kościół to największa gotycka świątynia między Wiedniem a Stambułem. Nazwę zawdzięcza pożarowi z 1689 roku, który osmolił ściany. Wewnątrz – największa kolekcja orientalnych dywanów w Europie (119 sztuk), zawieszona na ścianach jak w muzeum.
💡Ciekawostka: Brașov ma napis w stylu Hollywood – wielkie litery „BRAȘOV” na wzgórzu Tampa, widoczne z całego miasta. Zainstalowano je w 1960 roku, żeby uczcić rewolucję socjalistyczną. Dziś to symbol miasta. Można wejść na szczyt kolejką linową – widok rozłoży cię na łopatki.
Pospaceruj uliczkami, zjedź coś w rynku, wejdź na mury obronne – Brașov to miasto, które kradnie serca.
20 km dalej czeka najbardziej znany zamek Rumunii – Bran, sprzedawany turystom jako „zamek Drakuli”. Prawda jest bardziej skomplikowana.
Zamek piękny – gotycki, z XV wieku, na skale, z wieżyczkami i krużgankami. I faktycznie – Wład Palownik (prawowity Drakula) prawdopodobnie nocował tu… kilka razy. Tyle. Jego prawdziwy zamek (ruiny Poenari) leży 70 km dalej, na skale w górach, otoczony legendą o 1480 schodach i tureckich oblężeniach. Ale Bran wygląda bardziej fotogenicznie, więc wygrał w PR.
💡Ciekawostka: Wład Palownik nie był wampirem – był brutalnym władcą, który sadził na pal wrogów (i czasem gości). Turcy nazywali go „Kazıklı Bey” (Wład Nabijacz). Bram Stoker nigdy nie był w Rumunii – stworzył postać Drakuli w bibliotece w Londynie, czytając o rumuńskim hospodare. Mit powstał w głowach, nie w Transylwanii.
Mimo komercji – zamek wart wizyty. Labirynty korytarzy, średniowieczne komnaty, widok z wież na dolinę. Wejdź, poczuj klimat, zignoruj sklepy z pamiątkami.
Wieczorem docierasz do małego miasta Curtea de Argeș, pierwszej stolicy średniowiecznej Wołoszczyzny. Tu pochowani są królowie Rumunii – w katedrze tak bogato zdobionej, że oczy bolą od detali.
Legenda głosi, że architekt Manole musiał zamurować żywcem swoją żonę w fundamentach, bo katedra ciągle się sypała. Zbudował dzieło – i skoczył z wieży, żeby nikt nie zbudował nic piękniejszego. Ponure, mroczne, ale takie właśnie są rumuńskie opowieści.
💡Ciekawostka: Katedra z Curtea de Argeș ma 365 okien (tyle co dni w roku) i 52 podpory (tyle co tygodni). Nie jest to przypadek – średniowieczni architekci lubili takie numerologiczne zabawy.
Nocujesz tu – jutro czeka dzień, dla którego przyjechałeś do Rumunii. Transfogardzka.
Trasa: Curtea de Argeș → DN7C Transfăgărășan → Sibiu
Dystans: ~180 km (ale spędzisz na niej pół dnia)
O świcie ruszasz w góry. I nagle… zaczyna się.
Transfăgărășan to nie jest droga – to manifest. Nicolae Ceaușescu kazał wybudować ją w latach 1970-1974 jako odpowiedź na inwazję wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku. Chciał, żeby armia rumuńska mogła w tajemnicy przejechać z Wołoszczyzny do Transylwanii – przez góry, nie drogami naokoło, gdzie łatwo zablokować pojazdy.
Użył do tego 6000 żołnierzy, tony dynamitu, miliardy lei. Wydrążył tunele w skale, zbudował mosty nad przepaściami, stworzył najdłuższy tunel drogowy w Rumunii (887 metrów, zamykany stalową bramą). 40 żołnierzy zginęło podczas budowy.
Rezultat? 90 kilometrów najlepszej trasy motocyklowej w Europie.
Jedziesz z Curtea de Argeș w górę – serpentyny zaczynają się niewinnie, potem zwężają. Jedno pasmo jest równe, drugie to łuki pod 180 stopni. Wzniesienia 8-10%, czasem więcej. Asfalt przeważnie dobry, ale miejscami popękany – więc uważaj.
Na wysokości 2000 metrów otwiera się widok: po jednej stronie jezioro Bâlea, po drugiej – przepaść. Tunele, mosty, wodospady spadające prosto na drogę. Jedziesz, a świat rozpływa się wokół ciebie. Czujesz, że nie kontrolujesz motocykla – kontrolujesz własne emocje.
Punkt kulminacyjny: Tunel na przełęczy (2042 m n.p.m.), zamykany stalową bramą, przez którą przejechałaby kolumna czołgów. Na szczycie jeziorko Bâlea – lodowcowe, zimne jak lód, niebieskie jak niebo. Obok schronisko, budka z kurtoskalács (tradycyjny węgierski kołacz pieczony na rożnie) i turyści robią zdjęcia. Zatrzymaj się. Odetchnij. To moment, który zapamiętasz na zawsze.
💡Ciekawostka: Transfăgărășan jest otwarta tylko od czerwca do października – resztę roku zasypana śniegiem. W szczycie lata temperatura na przełęczy może spaść do 5°C, więc weź kurtkę. Top Gear nazwało ją „najlepszą drogą na świecie”. Mieli rację.
Zjeżdżasz drugą stroną – równie piękną, równie niebezpieczną. Motocykl śpiewa, silnik pracuje, ty żyjesz.
Wieczorem wjeżdżasz do Sibiu – miasta, które w 2007 roku było Europejską Stolicą Kultury. I zasłużenie. Średniowieczny rynek, kolorowe kamienice, mosty nad rzeką Cibin, wieże obronne. Ale najdziwniejsze są… oczy.
Dachy kamienic w Sibiu mają lukarne (okna strychowe) wyglądające jak oczy. Setki oczu patrzą na ciebie z dachów. Niektórzy mówią, że to symbol czujności – Sibiu zawsze patrzy.
💡Ciekawostka: Sibiu założyli Sasi Siedmiogrodzcy w XII wieku jako Hermannstadt – jedno z siedmiu miast obronnych broniących Transylwanii. Niemców już prawie nie ma (większość wyjechała po II wojnie światowej i upadku komunizmu), ale architektura została. Klaus Iohannis, obecny prezydent Rumunii, pochodzi z Sibiu i jest pochodzenia niemieckiego.
Wieczorem wyjdź na rynek – iluminacje, kawiarnie, życie. To miasto nocą pachnie historią i świeżo parzoną kawą. Nocujesz w centrum – bo dlaczego miałbyś tego nie zrobić?
⚠️Ponieważ Transforgarcka przez większą część roku jest zamknięta, mapa w Google poniżej kieruje nas w lewo na Sybin.
Pamiętaj, żeby jechać drogą DNC7, czyli Transforgardzką.
Trasa: Sibiu → DN67C Transalpina (Novaci – Rânca – Obârșia Lotrului) → Târgu Jiu
Dystans: ~250 km
Jeśli myślałeś, że Transfăgărășan to szczyt doznań – mylisz się. Transalpina bije ją na głowę. Dlaczego?
Bo podczas gdy Transfăgărășan wspina się i opada dramatycznie, Transalpina… prowadzi szczytami. Jedziesz na wysokości 2000 metrów przez kilkadziesiąt kilometrów. Wokół ciebie tylko niebo, góry, chmury i owce. Owce wszędzie. Jak na końcu świata.
Do niedawna była szutrowa – pasterze nazywali ją „diabelską ścieżką”. W 2009 roku położono asfalt i nagle Transalpina stała się dostępna dla wszystkich.
Odcinek Novaci – Obârșia Lotrului (około 60 km) to czysty motocyklowy ekstaza. Idealny asfalt (nowy, gładki), łuki jak narysowane cyrklem, zero ruchu (może 5 aut na godzinę). Możesz jechać tam i z powrotem kilka razy – i zrobisz to. Bo to nie jest trasa z punktu A do B – to zabawa, medytacja, taniec.
Na przełęczy Urdele (2145 m n.p.m. – najwyżej położony punkt na asfaltowej drodze w Rumunii) czeka pomnik – prosty kamienny monolith z napisem „Transalpina 2145”. Nic więcej. Bo góry nie potrzebują patosu.
💡Ciekawostka: Transalpina jest starsza niż Transfăgărășan – zbudowali ją Rzymianie w II wieku jako drogę łączącą Daację (dzisiejszą Rumunię) z resztą imperium. Przez 2000 lat była szutrowa. Asfalt miała od 15 lat. Rzymianie by się śmiali.
Uwaga: owce i krowy na drodze to standard. Jedź ostrożnie – górale wypasają zwierzęta przy trasie. Krowa nie ustąpi pierwszeństwa.
Wieczorem zjeżdżasz do Târgu Jiu – miasteczka bez większych atrakcji, ale z czymś wyjątkowym: trzema rzeźbami Constantina Brâncușiego, najsłynniejszego rumuńskiego rzeźbiarza.
Kolumna Nieskończoności – 29-metrowa stalowa kolumna z geometrycznych modułów, symbolizująca nieskończoność. Stoisz pod nią, patrzysz w niebo – i tracisz perspektywę.
Brama Pocałunku i Stół Milczenia – pozostałe części zespołu rzeźbiarskiego poświęconego ofiarom I wojny światowej.
💡Ciekawostka: Brâncuși to jeden z najważniejszych rzeźbiarzy XX wieku – jego dzieła wyceniane są na dziesiątki milionów dolarów. W 2005 roku jego „Ptaka w przestrzeni” sprzedano za 27,5 miliona $. A tu w Târgu Jiu stoisz przed jego rzeźbą za darmo.
Nocujesz w okolicy – cena niska, hotel przyzwoity. Jutro kolejny dzień jazdy.
Trasa: Târgu Jiu → Petroșani → Hunedoara → Deva → Oradea
Dystans: ~380 km
Po śniadaniu kierujesz się na północ – przez Petroșani (górnicze miasto bez większego uroku, ale z pięknym dojazdem przez góry) do Hunedoary.
I tam widzisz go – zamek Corvinilor, jeden z najpiękniejszych zamków Europy. Gotycki kolos na skale, z wieżami, mostami, blankami, dziedzińcami. Wygląda jak z gry RPG – tylko że prawdziwy.
Zbudował go János Hunyadi w XV wieku – rumuński hospodar węgierskiego pochodzenia, zwany „Białym Rycerzem Wołoszczyzny”, który wielokrotnie pokonywał Turków i bronił Europy przed najazdem.
Zwiedzanie zajmie godzinę – komnaty, zbrojownia, dziedzińce, most podwieszony nad fosą (dziś suchy). Dopiero co po remoncie – wygląda jakby skończono go wczoraj. Jeden z niewielu zamków Europy Środkowej, który nie został zniszczony w wojnach i zachował autentyczną średniowieczną strukturę.
💡Ciekawostka: W lochach zamku więziono Wład Palownika (Drakulę) przez 7 lat. Legenda głosi, że tam nauczył się sztuki tortur, którą później udoskonalił. Komnata, w której siedział, wciąż istnieje – mroczna, wilgotna, bez okien.
Przez Devę (ruiny twierdzy na wzgórzu warte szybkiego zdjęcia) jedziesz na zachód do Oradea – miasta tuż przy węgierskiej granicy, które wygląda jakby nie zauważyło, że komunizm się skończył. Kamienice secesyjne i barokowe, uzdrowiskowy klimat (gorące źródła), spokój.
Wieczorem wyjdź na rynek – iluminacje, fontanny, kawiarnie. Oradea nocą to jedno z najpiękniejszych miast Rumunii.
💡Ciekawostka: Oradea ma największy kompleks secesyjnych kamienic w Rumunii – ponad 100 budynków. Przed wojną miasto było częścią Węgier (węgierska nazwa: Nagyvárad) i nazywano je „Paryżem Siedmiogrodu”. Dziś turyści je omijają – co jest błędem.
Nocujesz w centrum – jutro długa droga do domu.
Trasa: Oradea → Debrecen → Tokaj → Ružomberok → Opole
Dystans: ~750 km
Ostatni dzień to maraton. Przez Węgry, Słowację, Polskę. Bez większych przygód – tylko ty, asfalt, wspomnienia.
Po drodze zatrzymujesz się na obiad (Tokaj? Bešeňová? Gdzie chcesz), tankujesz, myślisz. O serpentynach Transfogarskiej, o oczach domów w Sibiu, o wesołym cmentarzu, gdzie śmierć się śmieje.
Około północy jesteś w domu. Motocykl wyparkowany, bagaże rozrzucone, głowa pełna obrazów.
Rumunia nie jest już tajemnicą. Jest twoją historią.
Rumunia używa leja (RON). Kurs ok. 1 lej ≈ 1 zł (sprawdź przed wyjazdem). Ceny zbliżone do polskich, noclegi i restauracje często tańsze.
Transfogardzka i Transalpina otwarte tylko od czerwca do października. W szczycie lata temperatura na przełęczach spada do 5-10°C – weź ciepłą warstwę pod kurtkę.
Asfalt: przeważnie dobry, miejscami dziurawy (szczególnie na lokalnych drogach). W górach uważaj na owce, krowy, psy.
Bukuj z wyprzedzeniem tylko pierwszy nocleg (Satu Mare) – resztę rezerwuj na bieżąco (przez Booking lub na miejscu). Ceny 50-100 zł za pokój 2-osobowy ze śniadaniem.
Rumuński (słowiański nie pomoże – to język romański, bliższy włoskiemu). W turystycznych miejscach ktoś zna angielski lub niemiecki. Węgierski działa w Transylwanii.
Jedź. Przestań planować, czytać, szukać wymówek. Spakuj sakwy, zatankuj do pełna, jedź.
Rumunia czeka.
Jeśli prowadzisz firmę i zastanawiasz się, jak połączyć biznes z takim stylem życia, mam dla Ciebie dwie podpowiedzi:
💡 Budżet Firmowy lub osobisty (na tej stronie)– pokazuję, jak poukładać finanse w firmie i połączyć je z finansami prywatnymi, żeby mieć fundusze na to, co ważne.
💡Koło życia – wpis o tym, dlaczego warto mieć czas nie tylko na pracę.
Żyj pełnią życia, podróżuj, doświadczaj – i zarabiaj na to wszystko, prowadząc własną zyskowną firmę.





